CMenu
oczytane
*** .
Regan uśmiechnęła się blado. .
Następnego dnia spotkał się z panem Fishem w kawiarni hotelu Sheraton. Mr Fish był wielkim, ubranym na ciemno, tęgim mężczyzną pod pięćdziesiątkę. Był niezwykle cwany: Sculley nie miał co równać się z nim. .
- Musi pan poznać Cruikshanka. Powiem mu, że się z panem widziałem. Batesa też, ale to oznacza spotkanie z panią Batesową ze Związku Literatów. - Nim założył rękawice, rozgrzał dłonie przy kaloryferze. Wydawało się, że czuje się jak w domu, choć przyznał na koniec: - Byłem tu nieco nieszczęśliwy, czułem się zagubiony, póki nie znalazłem przyjaciela, jak w tym chórze ze Swinburne’a: „obce twarze, czuwanie bez słowa”, tak to leciało?, „i cały ten ból”.* Prowadziłem kiedyś wykłady na temat Swinburne’a. Poeta niedoceniany. - W drzwiach dodał: - Gdy nadejdzie wiosna, musi pan przyjechać do mojej daczy... .
O świcie w drzwiach chaty stanął Brus. Kulał bardziej niż pamiętałem, bielszy był też kosmyk siwizny w jego włosach. Uniósł twarz ku niebu i zaczerpnął tchu, a ja przez jedną krótką chwilę obawiałem się, że wyczuje moją obecność. On jednak tylko podszedł do studni i napełnił wiadro wodą. Zaniósł je do chaty i po chwili znów się pojawił, żeby sypnąć kurom ziarno. Z komina uniósł się dym roznieconego ognia. A więc Sikorka też już wstała. Potem Brus poszedł do stajni. Wiedziałem, co tam robi, zupełnie jakbym mu towarzyszył. Obejrzał każde zwierzę, a potem zaczął nosić wodę do stajni. .
„Tu" oznaczało wytworny ogród, naprawdę klasa, o całe mile wyżej niż nasza poprzednia przystań. Nawet kurwy miały tu tytuły. Sposób w jaki posadzono rośliny i triki architektów ogrodniczych podzieliły ogrody na wiele na wpół odosobnionych obszarów. Były tam stawy, wieżyczki i kamienne chodniki, a w powietrzu unosił się wszechogarniający zapach kwiatów.. Lobsang osobiście prowadzi nas do ogrodu, pokazuje nam stajnie i wspaniałe konie z Silingu i Ili - dumę jego ojca! W czasie rozmowy sugeruje, że mógłbym udzielać mu lekcji zachodniej nauki. Tą uwagą dotknął moich najskrytszych pragnień. Często wyobrażałem sobie, że mógłbym tu zarabiać na utrzymanie, ucząc szlacheckie dzieci.. Otaksowała szybko wzrokiem nowo przybyłą - około trzydziestki, bardzo atrakcyjna, ubrana w elegancką zamszową kurtkę, dżinsy i wysokie buty, najwyraźniej czymś zatroskana. Kobieta rozejrzała się po pustej poczekalni i rzuciła Alvirah przelotny uśmiech.. - Po co? - spytał Cottel.. - Jeśli będę miał nowy bolec, to tak. Skąd go jednak wziąć?.